![]() |
| Autor: Olha Kotsaba |
Podczas
piątkowego występu na rzeszowskim Festiwalu Przestrzeni Miejskiej 2015, Fismoll, czyli Arkadiusz Glensk, zaprosił słuchaczy do
swego muzycznego świata,
w którym rządzą twórczość, melancholia i wiara. Z artystą rozmawia Olha
Kotsaba.
Olha Kotsaba:
Pochodzisz z rodziny o tradycjach muzycznych. Od samego początku wiedziałeś, że
będziesz związany z muzyką?
Fismoll: Odkąd pamiętam, zawsze myślałem, że
bardzo bym chciał spełniać się na scenie, lecz nie wiedziałem jeszcze o tym, że
umiem tworzyć muzykę. Gdzieś w wieku 10 lat rodzice posłali mnie do szkoły
muzycznej, więc wtedy wszystko się zaczęło. Oprócz muzyki, lubiłem zawsze grać
w piłkę nożną i siatkówkę, jednak kiedy już zacząłem śpiewać, to zrozumiałem,
że jest w tym coś takiego, czego nie ma w niczym innym.
O.K.: Mówiłeś, że śpiewając oddajesz
słuchaczom cząstkę siebie. Jak rodzą się takie magiczne dźwięki?
F.: Każdy utwór jest tak naprawdę mną.
Te dźwięki powstają czasami pod prysznicem, jak idę spać lub gdzieś jadę. Nie
zajmuję się kłamstwem muzycznym, czyli nie tworzę tylko po to, żeby ludziom się
podobało, nigdy nie piszę niczego na siłę. Jestem takim człowiekiem, jakim
jestem, może z czasem będę się zmieniał i wtedy moja muzyka będzie zmieniała
się razem ze mną. A może nie. Zobaczymy czy ludzie będą chcieli dalej słuchać
tej muzyki, którą będę tworzył.
O.K.: Czyli nie boisz się pokazać
prawdziwego siebie?
F.: Jestem bardzo otwarty. Czasami
wystarczy parę minut rozmowy z człowiekiem i spojrzenie mu w oczy, abym mógł w
pełni mu zaufać. Chcę być naiwny jak małe dziecko. Mogę powiedzieć ci o swoich
problemach, o rzeczach prywatnych i intymnych, o tych, które są dla mnie
najważniejsze – po pięciu minutach znajomości. To już jest twoja sprawa, co z
tym zrobisz. Uwielbiam odsłaniać swoją duszę przed obcymi dla mnie ludźmi, bo
tylko tak można znaleźć prawdziwego przyjaciela czy prawdziwą miłość.
O.K.:
Jeżeli twoje utwory powstają na podstawie osobistych przeżyć, to oznacza, że
czerpiesz inspirację ze wszystkiego co cię otacza?
F.: Dla mnie zawsze w tych
melancholijnych utworach było więcej magii, więcej Boga. Jestem bardzo
wierzącym człowiekiem, nawet do tego stopnia, że wiem – Bóg istnieje. Z miłości
do Boga i ludzi czerpię największą inspirację. Jestem również totalnym fanem
myśli mówiącej, że każdy dzień może przynieść coś fajnego, trzeba tylko
poczekać. Na przykład wczoraj, spacerując w centrum Warszawy, nagle zauważyłem,
że na płytach chodnikowych jest coś napisane kredą. Kiedy podszedłem bliżej to
nie mogłem uwierzyć własnym oczom – był to mój ukochany wiersz: „Dziękuję
Ci za miłość prędką bez namysłu, za to że nie jest całym człowiek pojedynczy…” ks.
Jana Twardowskiego. Jest w tym coś magicznego.
O.K.: Już wkrótce zaprezentujesz swoją
drugą płytę. Czy tematyka będzie podobna do debiutanckiej „At Glade”?
F.: Ta płyta dalej będzie po prostu
mną, będzie tam dużo intymnego materiału. Oczywiście będzie podobna do „At
Glade”, jednak wydaje mi się, że bardziej intensywna. Będzie w niej więcej
radości, uwielbienia, ale też smutku, który jest silniejszy, niż kiedykolwiek
był w mojej muzyce. Ta płyta w dużym stopniu będzie o nawróceniu się. Bardzo
dawno temu, kiedy byłem jeszcze takim zbuntowanym dzieciakiem, nie wierzyłem w
Boga. Później wystarczył jeden moment, abym zaczął myśleć inaczej. Wydaje mi
się, że dużo rzeczy jestem w stanie sobie wytłumaczyć, że w miarę znam ludzi,
jednak rzeczy, których nie potrafię wyjaśnić, są najlepsze na świecie.
O.K: Niektórzy zarzucają ci, że nie
śpiewasz po polsku.
F.: Po prostu bardzo lubię angielski i
dobrze się czuję, śpiewając w tym języku. Zachowana wtedy jest pewna intymność.
Język polski jest bardzo trudny nie tylko do śpiewania, ale też do
przekazywania pewnych treści, które nie są infantylne. Zresztą marzę o tym,
żeby kiedyś pojechać na festiwal muzyczny np. do Kanady i zagrać tam z innymi
polskimi zespołami. Żeby publiczność wreszcie zrozumiała, jaka piękna jest ta
polska muzyka. Bo inaczej nikt naszego polskiego języka nie będzie chciał
słuchać.
O.K:
Pod twoimi teledyskami na YouTube często można znaleźć sporo pozytywnych
komentarzy od ludzi mieszkających w zupełnie różnych zakątkach świata. W jakich
krajach poza Polską zamierzasz zagrać?
F.: Chciałbym występować na całym
świecie. Niedawno właśnie dostałem mail z propozycją wystąpienia na… Syberii.
Więc prawdopodobnie w najbliższym czasie będziemy mieli tam koncert.
O.K.:
A gdybyś mógł wybrać dowolne miejsce na kuli ziemskiej, gdzie chciałbyś się
znaleźć w tym momencie?
F.: Na razie tutaj jest mi najlepiej.
Olha KOTSABA

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz